środa, 9 lipca 2008

Golub-Dobrzyń zamek (2a/8)

Kolejnym przystankiem po Brodnicy był zamek w Golubiu-Dobrzyniu, słynący z odbywających się tam turniejów rycerskich.
I traf chciał, że właśnie się takowy odbywał...


Sam zamek bez rewelacji a wręcz mocno przereklamowany. Budowla niespecjalnie ciekawa, ale za to turysta to potencjalny worek dukatów, bez skrępowania "dojony" przez obsługę... Bylejakość wyziera z każdego kąta - na dziedzińcu wyją betonowe elementy a za "muzeum" to ktoś powinien mieć obity pysk... Krótka przebieżka za 10 zł., przez raptem cztery sale z niewielką liczbą eksponatów a do tego wyjątkowo beznadziejna młoda przewodniczka, cicho klepiąca wyuczone formułki. To już przesada... Zwłaszcza, że w sumie nie ma tam nic ciekawego do obejrzenia...
Za to można wydać dodatkowe pieniądze na część "eksponatów". Nawet armaty, bombardy i insze strzelające wynalazki, rozstawione wokół zamku, to tylko współczesne kopie...

Rozumiem, że business is business, ale litości...

Turniej może byłby i fajny, ale nie dopisała pogoda - praktycznie cały czas padało, więc wszystko jakoś tak się rozłaziło po szwach... Dziki tłum co chwilę chował się na zamkowym dziedzińcu i nie bardzo wiedział co z sobą zrobić. Więc zrobiliśmy co mogliśmy najlepszego - opuściliśmy mury zamku i pojechaliśmy ku miastu... :-)








C.D.N.

Brak komentarzy: