Strony

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Golub-Dobrzyń. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Golub-Dobrzyń. Pokaż wszystkie posty

sobota, 12 lipca 2008

Golub-Dobrzyń miasto (2b/8)

Miasto Golub nie zapowiadało się przesadnie ciekawie - ot, kolejny przystanek na trasie. Mały, nieco zaniedbany ryneczek nad którym górują wieże dwóch kościołów (z czego jeden przerobiony jest /sic!/ na szkołę) i bryła zamku, cisza, spokój i popołudniowa leniwość małego miasteczka, jakże odmienne od tłumu przewalającego się po zamku.




Udało się jednak coś, w co do tej pory trudno uwierzyć - przesympatyczny pan, zajmujący się konserwacją i nakręcaniem zegara w gotyckim kościele p.w. św. Katarzyny zabrał nas na kościelną wieżę.
Wspinaliśmy się prawie na jej szczyt... Przez kurz i pajęczyny jak z horrorów... Chodząc po oryginalnych belkach z XIII-wieku... Przyglądając się szczegółom, które standardowo są niedostępne dla turystów... Podziwiając zegar, dzwony i widok z najwyższych okien...
Przewodnik też był niesamowity - prawdziwy pasjonat, chcący podzielić się swoją wiedzą bez klepania wyuczonych formułek...

Schody na dzwonnicę:

Mechanizm kościelnego zegara:

Średniowieczny kołowrót do podnoszenia belek:


Dzwon ufundowany przez Annę Wazównę:



Pajęczyna i pajączek:

Wyszliśmy brudni, zakurzeni, z pajęczynami we włosach i zmęczeni ale zachwyceni tym, co mogliśmy ujrzeć. Szansa była jedna na milion, zwłaszcza, że jeśli udostępnią wieżę dla zwiedzających to wnętrze straci swój urok bo obudują wszystko betonem, normalnymi schodami i ukryją większość elementów zabytkowych.

Rewelacja :)

C.D.N.

środa, 9 lipca 2008

Golub-Dobrzyń zamek (2a/8)

Kolejnym przystankiem po Brodnicy był zamek w Golubiu-Dobrzyniu, słynący z odbywających się tam turniejów rycerskich.
I traf chciał, że właśnie się takowy odbywał...


Sam zamek bez rewelacji a wręcz mocno przereklamowany. Budowla niespecjalnie ciekawa, ale za to turysta to potencjalny worek dukatów, bez skrępowania "dojony" przez obsługę... Bylejakość wyziera z każdego kąta - na dziedzińcu wyją betonowe elementy a za "muzeum" to ktoś powinien mieć obity pysk... Krótka przebieżka za 10 zł., przez raptem cztery sale z niewielką liczbą eksponatów a do tego wyjątkowo beznadziejna młoda przewodniczka, cicho klepiąca wyuczone formułki. To już przesada... Zwłaszcza, że w sumie nie ma tam nic ciekawego do obejrzenia...
Za to można wydać dodatkowe pieniądze na część "eksponatów". Nawet armaty, bombardy i insze strzelające wynalazki, rozstawione wokół zamku, to tylko współczesne kopie...

Rozumiem, że business is business, ale litości...

Turniej może byłby i fajny, ale nie dopisała pogoda - praktycznie cały czas padało, więc wszystko jakoś tak się rozłaziło po szwach... Dziki tłum co chwilę chował się na zamkowym dziedzińcu i nie bardzo wiedział co z sobą zrobić. Więc zrobiliśmy co mogliśmy najlepszego - opuściliśmy mury zamku i pojechaliśmy ku miastu... :-)








C.D.N.